4.30 w piątek 19.03.2010 szybka toaleta, auto i błyskawiczny dojazd do Krakowa by tam się przez ponad godzinę w korkach przeciskać. Nerwy do tego, bo przecież jedziemy do porodu i to do porodu w państwowym szpitalu, szpitalu, który ja jako krakus znałem jako jeden z najgorszych w mieście. Co prawda opinia z przed dwóch dekad, ale jednak. No nic decyzja podjęta zwłaszcza, najwyżej policzymy się z Martą -przyjaciółka Izy – która nam tak zachwalała i szpital i Panią dr Olszańską. Jeszcze kilka zakrętów i jest.. moloch, szpital cieszący się sławą: „ gdziekolwiek byle nie tam..” , Szpital Żeromskiego.
1270559393
600
900
600
900
Po pierwszym porodzie w Bielsku- Białej w prywatnej klinice i późniejszych małych komplikacjach decydujemy się postawić na ludzi. Cóż nam po pięknych salach porodowych po eleganckich dwuosobowych pokoikach dla matki z dzieckiem jeśli kobieta po porodzie przez miesiąc przeżywa męki.
Jesteśmy na miejscu. Izba przyjęć, młoda Pani zaprasza nas z Uśmiechem na twarzy, spisuje wszystkie potrzebne dane – w międzyczasie inna pani bada ciśnienie tętno itp. Iza już przebrana, wchodzi uśmiechnięta pani, Pani dr Olszańska. Rozmawia z żoną i razem- jakby nie przed porodem- coś do siebie mówią i obie uśmiechnięte o czymś rozprawiają. Pojawia się inna pani, zapisująca śniadania dla innych pielęgniarek, hehe kremówki sobie panie życzą na śniadanie. Wchodzimy na ” Trakt Porodowy” Pani otwiera nam drzwi i…. wielkie gały!!! Wyposażenie którego poprzednia klinika mogła tylko pozazdrościć, nowoczesne łóżko przygotowane i czekające na przyjecie człowieczka, jakieś urządzenia medyczne, „solarium dla dzidziusia” pewnie by na nim kurczaka też upiekł;) Do tego specjalny „fotel” do porodu na siedząco, wielka piła do skakania, drabinka i materac, a wszystko czyściutkie, nowiutkie i w pięknej niemałej sali. Pytam Izy po co tu to wszystko, ona że tutaj będziemy rodzić..:). Po chwili pojawia się wiele osób, jest wśród nich dr Olszańska, pozostałych nie znamy. Przedstawia się nam Pani od śniadaniowych kremówek Pani Bogusia Chmiel- położna, jest wśród osób Pani Paula, studentka trzeciego roku.
Poród tuż, tuż jakaś kroplówka, jakiś antybiotyk (Iza ma jakieś badziewie paciorkowate cy cuś i należy podać antybiotyk ). Potem chodzimy i chodzimy i chodzimy i aż mnie głowa rozbolała od tego chodzenia, znaczy się od liczenia Izy nawrotów. Co kilka minut przychodzą na zmianę Pani dr Olszańska, Pani Położna Bogusia, i Pani Paula studentka. Mierzą, badają zapinają KTG i tak w kółko. Zaczynają się skurcze, z czasem coraz mocniejsze i już wcześniejsze rozweselanie żonki może się skończyć wylotką na korytarz. Panie dokładnie i bardzo cierpliwie instruują, co w danym momencie robić- taka przyspieszona szkoła rodzenia.Co najważniejsze wszystkie osoby uśmiechnięte czego nawet w prywatnej klinice nie zauważyłem. Pani dr chciała być przy porodzie, niestety małemu się nie spieszy, pani dr kończy zmianę- tu nie ma mowy o pośpiechu, tu natura musi sama- lecz zostawia nas w świetnych rękach Pani Położnej. Prosi tylko by zadzwonić do niej jak będzie już „po”.
Zbliżamy się do finału. Skurcze są coraz mocniejsze i coraz trudniejsze do wytrzymania. Położna powtarza któryś raz spokojnie jak oddychać, przynosi wilgotny zimny okład na czoło. W końcu pyta Izy jak chce rodzić? Jest wiele pozycji i Pani tłumaczy po kolei różne i ich wady, zalety. Wybieramy na boku, jak się później okazuje mam trzymać za kolano, chciałem jednak być przy żonie i mówić do niej i trzymać za rękę. Położna to dostrzega i sama sobie radzi z kolanem pomaga jej Pani Paula. Przy porodzie jest też Pan dr. coś uciska coś mówi -sam już nie wiem co bo mojej kobiecie krew do głowy napływa i cała czerwona. Położna prosi by słuchała, ja powtarzam jak echo i w końcu Iza łapie o co biega. Jest główka ciemno-sina, słyszę głos położnej: rodzimy z rączką i jeszcze kilka razy to samo. Głos jest jednak spokojny więc się nie obawiam, że to coś złego. Wszyscy wokół coś robią, mają jakieś zadanie, wszystko przebiega jednak spokojnie, profesjonalnie. Jednak nieustający wcześniej uśmiech położnej zastępuje obecnie pełna koncentracja, a jednocześnie spokój- pełen, najwyższych lotów profesjonalizm.
Jeszcze kilka minut i mały jest już u mamy na brzuszku . Jest 16.05. Kilka następnych sekund i mocnym głosikiem zaczyna płakać. Robię zdjęcia, słyszę że mam przeciąć pępowinę. Panie zaciskają z obu stron ja dostaję jakieś zakrzywione nożyce w drugiej ręce aparat i tnę jednocześnie naciskając spust migawki:). Jest już Pani dr od dzieci, bierze malucha na specjalne łóżeczko, ogląda, bada, osłuchuje, ten beczy. W końcu maluch ląduje u mamy na piersiach i w momencie się ucisza, widać już spokojny. Dociera do mnie jakie to musi być dla niego i mamy ważne – wiem, że ta linia jest słuszna (po poprzednim porodzie po kilku minutach dziecko zostawało zabierane matce i dostarczone dopiero po jakimś czasie na karmienie). Dziecko już sobie ssie pierś, już się najada:). Pani dr od dzieci oznajmia o ilości punktów 10/10 wg skali APGAR lecz, że to niewiele znaczy, prosi o uwagę by wziąć do serca jej słowa, tłumaczy nam o paciorkowcu, o higienie i innych bardzo ważnych sprawach. Zostajemy tam jeszcze przez ok 2 godziny, dziecko cały czas z nami. U położnej wraca uśmiech, poprawia dokładnie pozycję karmienia, w końcu ktoś uświadomił żonie, że karmienie ma być przyjemnością nie mordęgą. Iza karmiła Mateusza przez rok i dopiero teraz ktoś jej pokazał jak to należy robić:). Biegnę jeszcze do sklepiku po jakieś wody i soczki dla żonki i wracam do Wadowic, gdzie starszy brat noworodka pewnie już wysysa ostatnie megawatogodziny z babcinej energii.
1 comment